Liczy się wnętrze. I macki!

Dawno, dawno temu były sobie dwa polarowe polipy. Jeden był duży, a drugi mały. To, co robił mały polip, jest mało interesujące (bo nie robił nic), ale duży polip… o, ten przebył długą drogę od momentu, w którym powstał! Najpierw był własnością twórcy, później poszedł bawić się z kelpikiem Zukiem, by ostatecznie trafić do Fenki – i tam pozostał. Aż tu nagle po półtorarocznej przerwie twórca i polip spotkali się razem. Polip zyskał nowe imię i – co najważniejsze – był w wyśmienitej formie! Macki trochę sfatygowane, lecz wciąż na miejscu, rączka się trzymająca, korpus nierozpruty… Radości nie było końca!

dwaraz

Ale o czym w ogóle mowa? O polarowych zabawkach, oczywiście. Zabawkach bez oczu i bez rąk, ale za to z całą masą macek i frapującym wypełnieniem, które szczęśliwie przeszły roczny test i z początkiem roku wróciły do łask – to znaczy na maszynę.

Inspiracją do uszycia pierwszych dwóch Ktulów (dawniej polipów, a teraz zwanych tak na cześć Lovecrafta) były standardowo moje psy. Oba są namiętnymi szarpaczami zabawek. Kochają też piłeczki – nie zliczę, ile razy Kelt gromadził piłki w jednym miejscu i z uwielbieniem kładł się na nich! Stąd połączenie czegoś do szarpania z piłeczkami było oczywiste. Istotna była też miękkość przyszłej zabawki, bo Kelt i Tekla zgodnie twierdzą, że kamiennie twarde zabawki to żadne zabawki.

Jak nie, to nie. Trzeba słuchać ekspertów i podążać za ich opiniami.

A więc wczoraj powstały Ktule – dwa duże i jeden mały, wszystkie obficie umackowione, zrobione z polaru Minky, dzięki czemu są bardzo miłe w dotyku, miękkie i łatwo się piorą. Wypełnieniem są piłeczki o różnej fakturze i miękkości – czasem zdarzy się nawet piłeczka z piszczałką! Piłeczki przemieszczają się po wnętrzu Ktula i dają potworom dużo radości, jak je w końcu namierzą zębami. Poza namierzaniem piłeczek oczywiście główną atrakcją są macki, latające dokoła psiej głowy i aż proszące się o sprawdzenie, ile macek na raz da się wepchnąć do paszczy (Pfafie ffyftkie! Poffre je ffyftkie!!! – Tekla).

razraz

Jak wszystkie crafty, Ktule przejawiają tendencję do życia własnym życiem, stąd liczba macek waha się czasem od pięciu do jedenastu. Nie mam jednak serca, by standaryzować osobowość moich Ktuli – w końcu mają bogate wnętrze i dysponują najradośniejszymi mackami świata!

Reklamy

One thought on “Liczy się wnętrze. I macki!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s